Zainspiruj się! Oko w oko z wulkanem.

Zainspiruj się! Oko w oko z wulkanem.

Zapytacie po co to w ogóle robić? Po co ryzykować, gdy nie ma takiej konieczności? Odpowiedź w sumie jest prosta – Bo lubię… Bo mogę. A przede wszystkim dlatego, że nie znoszę próżni. Hmmnn… A może po prostu jestem uzależniony od adrenaliny. Cóż… Cokolwiek to jest, motywuje mnie najpierw do marzenia, potem planowania, a na koniec do realizacji. Nie inaczej było i tym razem…

Ale, od początku… Planowanie wizyty na Bromo

Przygotowania do wyjazdu do Indonezji zaczęliśmy już pół roku wcześniej. Planowanie tak długiej podróży w tak rozdrobnionym kraju to nie lada wyzwanie. Przeglądając liczne blogi i oglądając relacje na kanałach YouTube natrafiłem na imponującą panoramę parku Bromo Tengger Seremu.

Zgłębiając dalej temat, dotarłem do relacji z wulkanu Bromo. Pamiętam, że zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Szczególnie z powodu ogromnego, surowego i dzikiego krateru. Dopiero na miejscu zrozumiałem, dlaczego ludzie nie zagospodarowali i nie zabezpieczyli zbytnio terenu wokół. Odpowiedź okazała się w sumie dość logiczna. Bromo, to wciąż czynny wulkan, a jego ostatnia erupcja miała miejsce zaledwie kila miesięcy temu. Cokolwiek by tam nie zrobiono, to nie uchroniło by się to przed niszczycielską siłą natury. Wtedy też pojawiła się myśl – Chcę tam być.

Pół roku później…

Mamy początek drugiego tygodnia naszego wyjazdu do Indeonezji. Według planów, pora na wizytę w miejscu, które jest dla mnie symbolem wulkanicznej wyspy Jawy. Ten dzień zaczął się wyjątkowo. Z resztą zobaczcie sami.

Wulkan Seremu przywitał nas kilkukrotną erupcją gazów.
Z punktu widokowego zaczęliśmy się kierować w dół, w kierunku Sawanny robiąc przy tym kilka fotek
Poznajcie proszę backstage z tej fotografii. W sumie sam nie wiem, czy nie okazała się lepsza od tej pozowanej – oceńcie sami.
Podjeżdżamy Jeepem do podnóża wulkanu Bromo

Wejście na wulkan Bromo

Sawanna pod Bromo. W tle góra Batok

Podjeżdżamy jeepem na parking u podnóża wulkanu skąd czeka nas około dwudziestominutowe podejście na krawędź krateru. Słowo “zdobycie” byłoby w tym przypadku nadużyciem, ponieważ nie jest to, w żadnym wypadku, jakoś szczególnie wymagający wulkan.

Trasa początkowo wiedzie przez sawannę. To idealna chwila aby przemyśleć jakie kardy chcę uchwycić na górze. W głowie powoli zaczyna mi się klarować, co i jak chcę zrobić. Piaszczysta droga zaczyna się piąć dość ostro pod górę. Po chwili dochodzę do stromych schodów prowadzących wprost na krawędź krateru.

Niezabezpieczona krawędź krateru Bromo

“I tak spełniło się moje kolejne marzenie”

Będąc na górze doskonale już wiedziałam, co chcę zrobić. Chcę to poczuć, chcę usiąść własnie tam i spojrzeć w dół prosto w krater. I wiecie co? Warto było przesunąć granicę strachu – ten widok i emocje pozostaną w mojej pamięci już do końca życia.

Oko w oko z wulkanem

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Close Menu